Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach – mój drugi dom. Miejsce, w którym odnalazłem siebie, gdzie każdy korytarz, każda kurtyna, nawet zapach farby i drewna sceny mówiły: jesteś w domu. Pamiętam pierwsze spektakle za czasów dyrekcji Bogdana Augustyniaka, gdy krytycy pisali, że jego rządy to „światełko w tunelu” dla kieleckiej sceny. I ja to czułem – to był początek miłości.
Edward Kusztal – Mistrz z wielkim „M”. Człowiek, który dostrzegł we mnie iskrę i powiedział: „Nie pozwól jej zgasnąć”. Jego role w „Rewizorze”, „Balu manekinów” – żywe do dziś w mojej pamięci. Anna Skaros, Józef Józefczyk, Andrzej Cempura, Janusz Głogowski, Krzysztof Wieczorek i wielu innych – ich głosy, gesty, emocje wciąż we mnie grają. To byli artyści, którzy nie grali – żyli na scenie.
Później przyszedł czas Piotra Szczerskiego i jego 23-letniej kadencji. „Do teatru nie wchodzi się bezkarnie” – mówił. Miał rację. Teatr zabierał, wymagał, zostawiał blizny. . „Beckett. 11 utworów”, „Miłość na Krymie”, „Samotność pól bawełnianych” – spektakle duetu Janiczak/Rubin… one nie kończyły się wraz z opadnięciem kurtyny. Wracały ze mną do domu, zostawały pod powiekami.
Scementował zespół aktorski. W teatrze pracowali „pasjonaci”.
Powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Teatru – ludzie, dla których sztuka była powietrzem.
Michał Kotański – tu paradoks. Zapamiętam go nie za repertuar, ale remont, i inaugurację Festiwalu. No i za „Harper” – spektakl, który coś we mnie poruszył.
Ten teatr – mój Teatr – dał mi wiele.
Dlatego, choć wiele osób pytało: „Dlaczego nie startujesz w konkursie na dyrektora teatru?”, odpowiedź była jedna – bo nie było zaproszenia od Przyjaciół i …. NIE WALCZY SIĘ O MIEJSCE KTÓRE OD DAWNA ŻYJE W TWOIM SERCU.
CDN.